niedziela, 15 lutego 2015

Dzień Singla.

Hej, hej, hej! To chyba ostatnie, co tutaj dodaję. I to tylko dodatek, nie mający nic wspólnego z akcją. Na moje wytłumaczenie mam to, że przeniosłam się na Wattpada. Furory może tam nie zrobię, ale jakoś wygodniej mi tam ze wszystkim. Póki co powoli udostępniam tam poprzednie rozdziały, ale jeśli ktoś chciałby zerknąć, Remember Me znajdzie tu . Na moim profilu jest również Piekarnia, Naive oraz historia o Marcelu, której jeszcze na blogspocie nie publikowałam. Zapraszam, gdyby ktoś chciał :) A teraz zostawiam Was z dodatkiem na dzień singla :) Enjoy! xx.


- Jak wasze nastroje w Dniu Singla?
Alan przyjął typową dla siebie zaciekawioną minę, patrząc powoli po każdym z nas. Mimowolnie spojrzałem na Nialla, który siedział obok mnie już z uśmiechem na ustach. Wyglądał jak tykająca bomba, która od byle głupoty miałaby wybuchnąć śmiechem. Na wywiadach często dostawał głupawki, więc i tak już wszyscy się do tego przyzwyczaili.
- Dzień Singla, serio? - Louis jak zwykle pierwszy postanowił się odezwać.
- To też istnieje? - Liam od razu mu zawtórował. Alan w efekcie spoważniał i z niezwykle spokojną jak na siebie miną, spojrzał w kamerę naprzeciwko siebie.
- Dla wszystkich, którzy mówią, że mój program nie jest edukacyjny: dzisiaj, 15 lutego, oprócz Dnia Kaca Po Walentynkach, obchodzimy Dzień Singla.
- Czuję się mądrzejszy. - Tomlinson z powagą kiwnął głową.
- To którym z was mogę składać życzenia z okazji jego dnia? - Alan spojrzał na każdego z nas z uwagą. Przez minutę w studiu panowała cisza, bo niestety, żaden z nas już singlem nie był... - Żadnemu? Serio? No to mogę to wywalić. - z zamachem wyrzucił do góry wszystkie swoje notatki. - Jak tam walentynki? - nachylając się do Zayna, który siedział najbliżej niego, swobodnie ułożył dłoń na jego kolanie. Malik nie miał nic przeciwko, w odpowiedzi tylko uśmiechnął się szeroko.
- Bardzo dobrze.
Spodziewałem się, że teraz padnie masa pytań o jego związek z Perrie, w końcu to zawsze było na szczycie listy pytań, które dostawaliśmy przed programem. Jednak zamiast oczywistego pytania, studio nagle wypełnił rechot Nialla.
- Serio takie pytanie? - pisnął również, dusząc się ze śmiechu.
Natychmiast spojrzałem w jego stronę, zauważając, że trzyma przed sobą jedną z kartek wyrzuconych przez Alana. Chciałem wiedzieć co go tak rozbawiło, więc nachyliłem się do niego, ale niestety nie zdążyłem nic zobaczyć.
- To tajemnica dziennikarska! - Alan natychmiast wyrwał mu kartkę, chowając ją sobie pod tyłek. W studiu rozległy się kolejne śmiechy, łącznie z moim, gdy zobaczyłem zawziętą minę Carra. Po chwili jednak spoważniał, wbijając w każdego z nas kolejne spojrzenie. - Słyszałem, że jeden z was nieźle wczoraj poszalał... - zawiesił głos, po chwili śmiejąc się już w głos. - Wasze miny mówią wszystko!
- O czym konkretnie mówimy? - Tommo uśmiechnął się tajemniczo, jak zwykle z uwagą podchodząc do tego typu pytań.
- Jaki ostrożny... - Alan zaśmiał się natychmiast, a po chwili przeznaczonej na śmiech, spojrzał konkretnie na mnie. - Harry, podobno wynająłeś na walentynki jacht. - oznajmił. Szkoda tylko, że nie miałem pojęcia o czym mówi...
- Jacht? - powtórzyłem za nim, spoglądając na chłopaków. Sądząc po ich minach, też nie mieli pojęcia o co chodzi.
- Okej, mini statek... - Alan uśmiechnął się szeroko, wbijając wzrok w jedyną kartkę, która mu została. - Prawie milion funtów, wnętrze z miniaturową salą balową z Titanica, ekskluzywna kolacja przygotowana przez... JAK KTOŚ MOŻE SIĘ TAK NAZYWAĆ... - oburzył się, wywołując podobną reakcję u innych. Łącznie ze mną. - Mini Titanic, szaleństwo. - po chwili pokręcił głową, czekając na moje tłumaczenia. Niestety, nie miałem nic w tej kwestii do powiedzenia.
- Coś takiego serio istnieje? - Louis uprzedził mnie, dziwiąc się ostro.
- Nie wiem, ale żona mojego przyjaciela strzeliła na niego focha, że dał jej tylko kwiaty. - Alan wzruszył ramionami, wywołując rozbawienie w studiu.
- Możesz jej spokojnie powiedzieć, że też chcielibyśmy być tak romantyczni jak nas opisują w gazetach. - Liam stwierdził po chwili całkiem serio. Nie mogłem nie przyznać mu racji. "Jacht, jasne..."
*
poprzedniego dnia.
- Harold, nie! - Lou pisnęła ostrzegawczo, z zamachem trzaskając mnie po dłoni. Nawet nie zapiekło, ale dla zasady spojrzałem na nią z oburzeniem. - Nie chcę mieć dzieci, no nie rozumiesz...
- Ale ja chcę, patrz. 8 tysięcy za to dostanę. - odparłem spokojnie, poprawiając się na łóżku.
Przez ten bulwers mojej dziewczyny, pozycja nam się trochę poprzesuwała i teraz Lou gniotła mnie łokciem w żebra. Próbowałem pozbyć się nieprzyjemnego ucisku, jednocześnie nie chcąc strącić dziewczyny z siebie. Aktualnie robiłem jej za poduszkę, jej głowa spoczywała na moim brzuchu, dzięki czemu mogłem ją spokojnie i bez przeszkód obejmować. Gdyby nie ten łokieć, byłbym w siódmym niebie...
- No jasne, a ja utknę w domu póki nie dorośnie i nie będę mogła rozwijać swojej kariery. - na szczęście Lou postanowiła mi pomóc, prostując rękę, więc ucisk zniknął z moich żeber.
- Okej, to ja zostanę. Poświęcę się. - wyszczerzyłem się szeroko. Dziewczyna jednak zamiast skakać z radości nad moim heroizmem, tylko posłała mi oburzone spojrzenie.
- Ciąży za mnie nie ponosisz. - mruknęła nieprzyjemnie. Westchnąłem ciężko, panicznie szukając w głowie odpowiedniego kontrargumentu. O dziwo, świat postanowił mi pomóc...
- Ale ty też chcesz dziecko... - stwierdziłem dumnie, kiwając głową na ekran.
- No ej! - Lou pisnęła natychmiast z głębokim bulwersem. - Co ty mi zrobiłeś? Zbałamuciłeś mi Rudą!
- I zaraz będzie dzieciaczek... - ucieszyłem się, klikając w odpowiednie miejsca, żeby ta dwójka simów, stworzonych na podstawie mnie i mojej dziewczyny, dorobili się potomstwa. - Zobaczysz, będzie śliczny. Po mamusi. - musnąłem ustami odkryte ramię Lou. Która tylko prychnęła z oburzeniem.
- I głupi po tatusiu.
- Dobrze, że nie zrobiłem ci takiego charakteru jak w rzeczywistości, bo to dziecko byłoby małym potworem. - spojrzałem na nią kątem oka. Dziewczyna, niczym pięciolatka, wystawiła do mnie język. "Boże, z kim ja jestem..."
Zaśmiałem się w głos, kręcąc głową z politowaniem. Po chwili usłyszałem znajomą melodię, oznaczającą, że mój plan się powiódł, udekorowaną głębokim westchnięciem Lou.
- Już, zrobiłeś sobie dziecko, teraz mój kwadrans... - stwierdziła po chwili, zdejmując moją dłoń z laptopa. Nie zamierzałem protestować, w końcu graliśmy na zmiany. Dlatego korzystając z wolności rąk, objąłem Lou w talii, mocniej się w nią wtulając. Dziewczyna, zajęta grą, nawet tego nie zauważyła. Zaciekawiony, co ją tak zajmuje, wbiłem wzrok w ekran, orientując się, że właśnie wysłała tego simowego mnie do basenu. A wiadomo czym takie rzeczy się kończą...
- No chyba nie zamkniesz mnie w basenie! - podniosłem głos. Lou westchnęła w odpowiedzi, nawet na mnie nie patrząc.
- Zamknę i znajdę sobie lepszego męża. - stwierdziła poważnie. Nie zdążyłem nawet zaprotestować, kiedy odezwała się znowu. - Kondycji ci trzeba do awansu, geniuszu. - dodała, uspokajając mnie przy tym. No tak, w końcu tam byłem przestępcą...
Układając się wygodniej na łóżku, przytuliłem usta do ramienia dziewczyny i w spokoju przyglądałem się jak kieruje mną do basenu. W sumie nic interesującego, gdyby nie chmurka, która już po chwili pojawiła się nad moją głową.
- No i o czym ty myślisz, zboczeńcu. - Lou natychmiast postanowiła skomentować to fioletowe serduszko.
- Facet tego nie kontroluje. - wzruszyłem ramionami, uśmiechając się pod nosem. - To i tak twoja wina, jesteś zbyt seksowna. - stwierdziłem, kolejny raz ucałowując jej ramię, co wywołało u niej tylko wywrócenie oczu.
Zaśmiałem się pod nosem, jak zawsze. Reakcje mojej dziewczyny na komplementy zawsze mnie rozbrajały. Na cały staż naszej znajomości, nie było momentu, gdzie po prostu by podziękowała, lub odwdzięczyła się tym samym. To na swój sposób było urocze. No i przynajmniej nie było mi nudno.
- No co za chamstwo! - nagły pisk mojej dziewczyny zmusił mnie do spojrzenia w ekran laptopa. Który aktualnie był cały czarny... "No chyba prąd padł..." - Nie zdążyłam zapisać... - stwierdziła smutno, już po chwili się rozpromieniając. - Ha i nie będzie dzieciaka! - spojrzała na mnie z wyższością.
- Zawsze można nad tym popracować jeszcze raz... - stwierdziłem półgłosem, odkładając laptop na szafkę nocną. Zanim Lou zdążyła chociażby mrugnąć, zamieniłem nas miejscami. Korzystając z tego, że jej sweterek znacząco się podwinął, przycisnąłem wargi do jej skóry na brzuchu, składając na niej setki pocałunków.
- Kretynie, to łaskocze! - dziewczyna pisnęła natychmiast, wijąc się pode mną.
Zaśmiałem się, składając kolejny pocałunek na jej miękkiej skórze. Zaraz potem zrównałem z nią twarz, delikatnie całując jej nęcące wargi. Moje dłonie automatycznie powędrowały do jej talii, badając każdy jej milimetr. Było mi cholernie przyjemnie. Bliskość Lou sprawiała, że powoli zacząłem odpływać w rejony rozkoszy. Z sekundy na sekundę, zapominałem o świecie wokół. I pewnie całkowicie bym odpłynął, gdyby dziewczyna nagle nie oderwała się od moich ust.
- Prąd wrócił. - stwierdziła, z abstrakcyjną w takich chwilach powagą.
- To sobie poczeka. - mruknąłem niewyraźnie gdzieś w jej skórę, wracając do pocałunków. Na pewno nie zamierzałem teraz tego przerywać...

1 komentarz:

  1. Świetne. Uśmiałam się jak to czytałam =)
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń